Kot ma opinię zwierzęcia zupełnie niewymagającego, w związku z czym coraz częściej wybierany jest przez osoby, które z różnych względów nie mogą pozwolić sobie na psa. Pies, wiadomo - trzeba wyprowadzić, ułożyć, nauczyć czystości, odpowiednio wychować. Kot wydaje się być wolny od takich "przywar", ot, dużo śpi, nie trzeba z nim wychodzić, według często powtarzanych opinii człowiek potrzebny mu jest tylko do wydawania jedzenia, bo przywiązuje się jedynie do miejsca. Takie podejście sprawia, że kot często wchodzi do domu zupełnie na jego przyjęcie nieprzygotowanego. To prawda, ze otoczenie ma dla kota kolosalne znaczenie, choć nieprawdą jest, że człowiek jest mu obojętny. Kot przywiązuje się do swoich ludzi nie mniej niż pies, i jest to przywiązanie zróżnicowane, niejednakowe w stosunku do wszystkich członków rodziny. Rozpoznaje kroki ukochanej osoby, czekając pod drzwiami, rezygnując z ulubionej drzemki, i bardzo często wcale nie jest to osoba napełniająca miski. Równocześnie otoczenie kota, organizacja przestrzeni, ma dla niego kluczowe znaczenie, decyduje o tym, czy będzie czuł się dobrze i pewnie, czy przemykał przy ścianach i chował pod meblami. Dlatego myśląc o kupnie kota należy się dobrze rozejrzeć po naszym mieszkaniu, spróbować spojrzeć na nie z innej perspektywy, i odpowiedzieć sobie na pytanie, czy gotowi jesteśmy na ustępstwa, żeby nasz kot czuł się u nas dobrze.

Kuwety, o których piszę więcej w zakładce Wyprawka kota, są niezwykle ważnym miernikiem jego samopoczucia, bo to one często są porzucane w przypadku, gdy kotu jest źle. Kuwet powinno być w domu tyle, ile kotów, + 1. Nawet, jeśli mamy tylko jednego kota, bardzo dobrze jest, jeśli możemy gdzieś ustawić drugą kuwetę. Oczywiście większość naszych mruczków doskonale radzi sobie mając tylko jedną toaletę, ale jeśli mieszkanie jest duże, bądź jest to dom, dobrze jest zaplanować miejsce pod dodatkową kuwetę. Tak naprawdę w domach wolno stojących, w których najczęściej mamy piętro, kuweta niezbędna jest na każdym poziomie, nawet w przypadku, gdy kot jest tylko jeden. Bardzo często słyszę argumenty, że "w moim domu są dwa koty i doskonale radzą sobie z jedną kuwetą". Koty nie mają sobie radzić, mają czuć się komfortowo, bo to jest warunek ich zdrowia, nie tylko psychicznego, ale również tego mierzalnego, fizycznego. O zaburzeniu dobrostanu kotów nie świadczą dopiero walki czy przepychanki przy kuwecie, to jest już taki ostatni krzyk. Często dyskomfort z posiadania tylko jednej kuwety polega "jedynie" na tym, że koty rzadziej z niej korzystają. Niby nic, ale... Rzadziej wchodzą, czyli dłużej trzymają mocz w pęcherzu. Czyli mniej się ruszają, bo z pełnym pęcherzem nie jest wygodnie, a do kuwety jeszcze nie goni aż tak bardzo, jeszcze wytrzymam. Trzymanie moczu i rzadkie opróżnianie pęcherza to warunki sprzyjające zapaleniom pęcherza i wytrącaniom się struwitów. I tak to niewinne rzeczy prowadzą niekiedy do skutków, których przyczyn już nie widać. Koty to po prostu bardzo delikatne stworzenia, nie skarżą się, co ludzie opacznie uważają za znak, że przecież wszystko jest w porządku.

Koty najczęściej wybierają kuwety odkryte, ale chętnie idą z nami na kompromis, i jeśli postawimy kuwetę krytą, zdejmując z niej drzwiczki, nie ma właściwie problemu z jej akceptacją. Oczywiście koty godzą się i na drzwiczki, ale apelowałabym tu do Państwa o małe ustępstwo - kocia toaleta powinna mieć wentylację, jeśli ją w miarę szczelnie pozamykamy, wejście jest naprawdę bardzo nieprzyjemne. Regularne sprzątanie zabezpieczy nas przed woniami dobiegającymi z kociej toalety, a proszę mi uwierzyć, przerobiłam okres pozamykanych kuwet, i poziom wilgotności, ogólna atmosfera, mimo regularnego sprzątania, była ciężka. Po zdjęciu drzwiczek żwirek zachowuje się tak samo, jak w kuwecie odkrytej, i koty zdecydowanie chętniej z takiej toalety korzystają. Dobór żwirku też jest zresztą niebagatelny, są koty, które z jakichś powodów nie tolerują danego rodzaju żwirku, i trzeba się z tym pogodzić, zmieniając na taki, który zostanie zaakceptowany, bez względu na to, jak niewygodne z naszego punktu widzenia się to wydaje. Jeśli kot nie pokocha swojej kuwety, wybierze sobie jakieś inne miejsce na toaletę, a to już będzie dla Państwa znacznie trudniejsze do zaakceptowania niż zmiana żwirku. Poza tym, kuweta musi stać w miejscach dla kota komfortowych, nie może być ustawiona w przejściu, na ludzkim ciągu komunikacyjnym. Bardzo często ustawiana jest w miejscach uważanych przez nas za dyskretne, czyli takie, które nie ranią naszych oczu - przedpokój na przykład. Niestety, jeśli jest to miejsce, w którym ludzie stale się kręcą, do tego przedpokój jest wąski, kot może się bać z niej skorzystać. Przyznaję, że i u mnie kuweta stoi w przedpokoju, ale jest to jedna z wielu kuwet, taka "awaryjna" - koty korzystają z niej od czasu do czasu, ale nie jest to ich jedyna toaleta. Kuweta stoi u mnie w każdym pokoju, tam, gdzie są antresole, dodatkowo jeszcze na nich. Właśnie sobie uświadomiłam, że do ideału brakuje mi tylko "+1", bo na 6 żyjących u mnie na stałe futer mam właśnie 6 kuwet. Naprawdę nie psują widoków, a ja mam po prostu trochę więcej ruchu związanego z obiegnięciem wszystkich :) Gdy pojawiają się kocięta, dostawiam kuwety, zmniejszając ich ilość do tej bazowej w miarę ich wychodzenia z domu. To naprawdę nie jest problem, a zabezpiecza nas przed poważniejszymi zawirowaniami, zwłaszcza, gdy w domu jest więcej niż jeden kot.

Kolejną sprawą jest drapak. Powinnam napisać "są drapaki", ale chcę, żebyście Państwo doczytali do końca :) Jeśli w domu jest jeden kot, jeden drapak powinien wystarczyć, chociaż tutaj jest podobnie, jak z kuwetami, drapak powinien być w każdym pomieszczeniu, z którego nasz pupil korzysta (stąd liczba mnoga od razu wydaje się być adekwatna nawet w odniesieniu do jednego kota), i nie powinny być ustawione przypadkowo. Drapak jest elementem bardzo ważnym dla kota - umożliwia mu pozostawienie sygnałów zapachowych, oznaczenie terenu jako swojego, pozwala też na wygodną obserwację tegoż właśnie "terenu". W związku z tym kluczowe jest, żeby drapak był solidny, stabilny, i miał wygodne miejsce do leżenia. Nie może też być wciśnięty w jakiś kąt, „bo inaczej psuje nam wystrój mieszkania”. Takiego drapaka kot na pewno nie zaakceptuje, i zacznie znaczyć i drapać różne atrakcyjne dla niego meble. Zawsze doradzam, żeby zakup drapaka był przemyślany - nie ma co na nim oszczędzać, należy potraktować go jak element umeblowania, czyli ma zdobić, żeby można go było wysunąć na plan pierwszy. Doskonałym miejscem dla drapaka jest takie położone blisko okna. Poza tym najlepiej jest, jeśli drapak jest elementem większego ciągu - jeśli ustawiony jest na przykład obok szafy/regału, dobrze jest udostępnić kotu i te miejsca, żeby z drapaka mógł na nie wejść. Po drugiej stronie jakiś element umożliwiający zejście, i nasz zwierz jest szczęśliwy. W ogóle każde miejsce, na które kot może się wdrapać, powinno mieć "drogę ewakuacyjną". Dobrze jest popatrzeć na swoje wnętrza pod tym kątem. A jeśli uda nam się tak rozplanować przestrzeń, i wpleść w to drapak, żeby kot mógł obejść, jeśli nie cały, to chociaż połowę pokoju nie dotykając podłogi, to będzie to przestrzeń bardzo dla niego przyjazna. Nie zawsze trzeba zwiększać ilość drapaków, może to być system półek, umożliwiający przejście pomiędzy szafami, regałami, bądź komodami. O samych drapakach piszę więcej w zakładce Wyprawka kota.

Z każdym kolejnym kotem w naszym domu powinien pojawić się dodatkowy drapak. Nie musi to być wielka konstrukcja - chodzi o dobrze położone, wysokie miejsce do leżenia. W każdym drapaku, choćby nie wiem, jak bardzo rozbudowanym, taka najatrakcyjniejsza miejscówka jest tylko jedna. Dlatego ja na ogół nie doradzam zakupu bardzo rozbudowanych drapaków, lepiej kupić dwa prostsze, które można dowolnie rozstawić bądź zestawić, w zależności od potrzeb. Jeśli drapaki staną się elementem jakiegoś ciągu, drogi zbudowanej z półek, to już jest idealnie. Ale uwaga - jeśli drapak jest elementem ścieżki, trzeba się dobrze przyjrzeć, czy nie stanie się "blokadą" - koty przecież bardzo lubią wylegiwać się na najwyższych półkach. Trzeba wówczas zapewnić jakieś przejście obok - bardzo często sam drapak to umożliwia, jeśli drugi kot będzie mógł obejść zajęte legowisko przechodząc po wyżej bądź niżej położonej półce, wówczas nie ma problemu. Jeśli drapak jest prosty, czyli ma tylko słupek i półkę bądź rozetę, i ma służyć jako łącznik pomiędzy półkami bądź szafami, wówczas trzeba dorobić jeszcze jedno przejście, nie za wygodne, żeby nie zaczęło służyć za legowisko. Zdjęcie po prawej stronie obrazuje nie najlepsze rozwiązanie - Ino leży na półeczce, stając się przeszkodą dla innych kotów. Mogą przedostać się z półki na półkę, skacząc nad nią, ale nie każdy kot się na to zdobędzie. Praktycznie niemożliwy jest też zeskok z półek na szafę. Przerobiłam to miejsce, i obecnie wygląda tak, jak na zdjęciu poniżej po lewej stronie:

 

Na zdjęciu na górze po prawej stronie nieduży drapak z budką i falą, bardzo lubiany przez Borgię i Ino. Lubiana jest zarówno miejscówka na samej górze, jak i ta trochę niższa, najrzadziej używana jest budka. Żeby umożliwić kotom przejście na półkę, gdy zajęty jest drapak, zrobiłam dość koszmarnie wyglądające podejście, owijając je dla bezpieczeństwa liną sizalową, i okazało się nie tylko doskonale spełniać swoje zadanie jako kładka, ale dodatkowo służy Borgii i Ino jako fitness club, czyli uwielbiają się na niej przewieszać i podciągać :) Obserwowanie ich w trakcie tych akrobacji to trochę dużo nawet jak na moje nerwy, ale one są szczęśliwe. Co więcej, jako miłośniczki sportów ekstremalnych uwielbiają skracać sobie drogę, i skaczą wprost z kładki na najwyższy element drapaka, lub odwrotnie. To odwrotnie jest dość stresujące, chociaż mina Ino w ogóle na to nie wskazuje, wręcz przeciwnie, za każdym razem wygląda na bardzo zadowoloną i urządza sobie galopadę wzdłuż półki na szafę, albo przez drapaki z lewego zdjęcia na kolejną półkę i kredens. Jak biegnie sama to jeszcze pół biedy...

   

Rozplanowanie przestrzeni staje się bardzo ważne z chwilą, gdy mamy w domu więcej niż jednego kota. Niekiedy niezbędne jest i dla jednego mieszkańca, ponieważ są koty bardzo lękliwe, które nie mając elementów wyżej, nad podłogą, i to elementów dobrze rozplanowanych, jeszcze bardziej zamykają się w sobie - na dźwięk dzwonka do drzwi chowają się pod kanapą lub szafą, w ogóle każdy nowy człowiek staje się źródłem panicznego lęku, i kot chowa się tam, gdzie czuje się bezpieczny. Bardzo często po zmianie otoczenia na bardziej przyjazne, ten sam kot na dźwięk dzwonka po prostu wskoczy na najwyższą z półek, i z tak bezpiecznej odległości zacznie się przyglądać "intruzom". W przypadku, gdy mamy więcej niż jedno futro, brak takich atrakcyjnych miejsc prowadzić będzie do niesnasek. Potyczki i bitwy, jakie koty między sobą rozgrywają, często mylnie określane są jako zabawa. Jeśli nawet właściciele dostrzegą, że zabawą to już chyba nie jest, znajdują inne wytłumaczenie, któregoś ja osobiście nie cierpię, pt. "ustalanie hierarchii". Wiele poradników zaleca pozostawienie kotów w spokoju, co dla mnie jest nie do przyjęcia - to tak, jakbyśmy dzieciom w piaskownicy pozwolili pobić się o ulubioną zabawkę. Fakt, dzieci też szybko "ustalą hierarchię", i będą ją potwierdzać przy każdej nowej zabawce.

Koty nie ustalają hierarchii czy dominacji, nie są zwierzętami stadnymi, mogą natomiast, i będą, rywalizować o dobro, które jest w ich mniemaniu atrakcyjne, a którego jest za mało. Inaczej mówiąc, jeśli drapak ma jedno atrakcyjne legowisko na samej górze, przy jednym kocie nie mamy problemu, przy dwóch może się on zacząć. Oczywiście może się nam trafić para doskonała, leżąca wtulona na tej jedynej półce, ale to rzadkość. Niekiedy takim miejscem, które jeden z kotów uzna za swoje, jest kuweta - będzie na swojego kolegę polował przy jej wejściu, uniemożliwiając spokojne skorzystanie z toalety. Taka rywalizacja dotyczyć może bardzo różnych rzeczy, nawet naszych kolan, przy czym relacje między kotami mogą być różne w odniesieniu do różnych rzeczy. Kot, który uchodzi za "dominanta", może faktycznie mieć pierwszeństwo w sprawie legowiska, ale ustępować przy misce, bądź w jakiejś innej sytuacji. Stąd moja niechęć do określania relacji kocich jako hierarchii bądź dominacji, bo relacje te mogą być zupełnie różne w zależności od „przedmiotu sporu” i jego ważności dla danego kota. Im więcej mamy w domu kotów, tym więcej musimy im zapewnić atrakcyjnych z ich punktu widzenia rzeczy, czyli więcej drapaków, półek, kryjówek (mogą to być nawet kartonowe pudełka, albo eleganckie budki), kuwet, misek. Tak, żeby koty, żyjąc razem, miały też możliwość mijania się bez nadmiernego natykania się na siebie.

Fakt, że kotom brakuje czegoś do szczęścia nie zawsze objawiać się będzie przepychankami czy wręcz agresją. Często dzieje się tylko tyle, że koty porzucają miejsce, którego stale łakną, ale które z jakiegoś powodu jest źródłem frustracji, co mylnie interpretowane jest krótkim "moim kotom to niepotrzebne, one tego nie lubią". Prawda jest taka, że to, czego koty nie lubią, to otwarte konfrontacje, i niejednokrotnie, nie chcąc narażać się na ewentualne przepychanki, zaczną omijać drapak, ale bynajmniej nie staje się on przez to mniej potrzebny czy pożądany. Kot, który zrezygnuje z rywalizacji o najatrakcyjniejsze miejsce na jedynym drapaku będzie nadmiernie spokojny, często zrezygnowany, będzie mniej się ruszać (otyłość), scenariusz w sumie bardzo podobny jak przy braku niewystarczającej ilości kuwet, bez agresji i bez przepychanek. Czyli pozornie wszystko jest w porządku...

Nowoczesne domy to najczęściej bardzo eleganckie, przestronne wnętrza. Gładka podłoga (śliskie podłogi sprzyjają problemom w kocich stawach, szczególnie stawach kolanowych i biodrowych, z powodu stale rozjeżdżających się w dzieciństwie łap), gładkie ściany, w pokoju elegancka ława i wypoczynek, przy nim niekiedy drapak, wszystko estetyczne i naprawdę ładne. Wnętrza takie, z punktu widzenia kota, są bardzo ubogie, i sprawiają, że wiele kotów nie czuje się w nich dobrze, są stale napięte, nie potrafią się zrelaksować. Stają się kotami "łazienkowymi"; gdy dostaje listy, w których właściciele opisują, że ich kot nie cce spędzać z nimi czasu, a jego ulubionym legowiskiem jest umywalka, domyślam się na ogół, jak wygląda reszta domu/mieszkania. Oczywiście kot ma prawo chcieć od nas odpocząć, nawet w łazience, jeśli jednak staje się ona jego azylem, to dla nas sygnał, że kotu sporo w naszym otoczeniu brakuje. Ten brak staje się podwójnie dotkliwy, gdy zdecydujemy się na dokocenie, i wtedy kocia frustracja objawia się  już bardzo dotkliwie, zarówno dla przybysza, jak i dla zrozpaczonego opiekuna.

Wiem, że jest mi trochę łatwiej ze względu na wysokie mieszkanie. Ale w każdym mieszkaniu jest przestrzeń nad drzwiami, oknami. Tak naprawdę to w naszych głowach musi dokonać się przełom, jeśli chcemy, żeby naszym kotom było z nami dobrze. Mówię o sytuacji, w której jest im naprawdę dobrze, są szczęśliwe, a nie jedynie przesypiające całe dnie w jakimś zakamarku. Koty są ciekawskimi stworzeniami, i jeśli są naprawdę szczęśliwe, nie wybiorą do spania miejsca w szafie, w każdym razie niewiele jest takich kotów - bo kot własnymi drogami chodzi, i niektóre faktycznie lubią się zaszyć. Najczęściej jednak będą chciały poleżeć w takim miejscu, żeby jak najszybciej mieć ogląd sytuacji, kiedy otworzą oczy. Kotu nie wystarczy położyć legowiska, żeby dane miejsce uznał za swoje. Kot wybiera sobie miejsca strategiczne zgodnie ze swoim wyobrażeniem i poczuciem bezpieczeństwa. Dlatego tak ważne jest, żeby nasz dom miał dla niego wiele propozycji, a ich ilość musi się zwiększać wraz z liczbą kotów. I co najważniejsze - wszystkie te uwagi mają zastosowanie do każdego kota, niezależnie od rasy. Nawet dla naszych dachowych, adoptowanych mruczków, które zasługują na taką samą miłość i dbałość o ich dobrostan, jak ich utytułowani pobratymcy.

Kotka brytyjska Gatta Agilis Cattus*PL   Koty brytyjskie Borgia i Ino Agilis Cattus*PL



Zabezpieczenie okien

Trochę szumnie to może brzmi, chodzi mi głównie o okna i uchronienie kota przed upadkiem.

Często, gdy wspominam o siatce w oknie, według mnie nieodzownym elemencie w domu, w którym jest kot, spotyka się to ze zdumieniem. Tymczasem siatka w oknach jest tym, czym dla nas pasy bezpieczeństwa w samochodzie, mogą się nam nigdy w życiu nie przydać, ale możemy też ten jeden jedyny raz, nie z własnej winy nawet, mieć nieszczęśliwy wypadek, i mogą nam one ocalić życie. Mój mąż i teściowa są tego żywymi (na szczęście) dowodami. Nie ma czegoś takiego jak "koty samobójcy" (zdarzyło mi się kiedyś usłyszeć takie stwierdzenie na temat kota, który po raz trzeci wypadł z okna i po raz trzeci miał leczony uraz kręgosłupa i miednicy), dorosły kot doskonale zdaje sobie sprawę, jak wysoko się znajduje, i że z danej wysokości nie ma szansy na skok. Niestety, kot posiada bardzo silny instynkt łowiecki, i jeśli przelatujący obok ptak wyda mu się możliwy do złapania, może po prostu zapomnieć, gdzie się znajduje, i skok okazuje się "ostatnim wyskokiem". Siatka w moim oknie na pewno kilkakrotnie uratowała życie, a w każdym razie zdrowie Clary, która ten jeden, jedyny raz zapomniała się i wylądowała z nosem w oczkach siatki, mrucząc bardzo niezadowolona, ale cała i zdrowa.

Nie namawiam tu nikogo, żeby "zepsuł" sobie wygląd mieszkania tandetną, plastikową moskitierą. Obecnie mamy na rynku mnóstwo materiałów, które mogą zostać wykorzystane do wykonania naprawdę estetycznego, prawie niewidocznego, dodatkowego elementu okna. Na zdjęciu obok prezentuję własne okno, siatka w nim założona to siatka ogrodowa, ciemnozielona, jeśli ktoś z przychodzących nie wie, że mam w oknach siatki, w ogóle jej nie dostrzega. Rama, na której rozpięliśmy siatkę, przymocowana jest do muru, tak więc okno nie jest zniszczone ani podziurawione.

Niestety, nie wystarczy zapewnienie, że nasze okna są uchylne. Moje też są, ale gdy przychodzi lato, mogę je bezstresowo otworzyć na oścież. Poza tym, wielu hodowców przestrzegało mnie przed innym niebezpieczeństwem, związanym właśnie z oknami uchylnymi. Dotyczy ono głównie młodych kociąt, które bardzo sprawnie potrafią wspiąć się po ramie okiennej, i jeśli uda im się wcisnąć głowę w szparę na górze, zjeżdżają na dół klinując sobie głowę. Te wypadki niestety nie miewają szczęśliwego zakończenia, chyba że akurat jesteśmy w domu. Nie pozwalam sobie na uchylanie okien, jeśli mam wyjść w domu, i jeśli nie ma mnie w pomieszczeniu, w którym jest uchylone okno. Tak naprawdę bardzo rzadko uchylam okna, bo dzięki siatkom mogę je po prostu szeroko otworzyć, a i koty uwielbiają siedzieć na parapetach otwartych okien. Czym się może skończyć uchylanie okien, przedstawia filmik po prawej stronie - tych, którzy nie będą w stanie obejrzeć do końca zapewniam, że dla tego akurat kota wszystko skończyło się dobrze. Niestety, znam osobiście domy, w których takiego happy endu nie było.

Po siatce okiennej wspina się do dziś nasza Clara, układa się jak lwica na ramie otwartego okna, i tak z góry spogląda na nas, rodzaj ludzki, mrużąc ślepka jakby chciała powiedzieć: "I co, może też tak potrafisz?"

Podobnego zabezpieczenia wymaga balkon. Balkon jest dla kota wspaniałym miejscem, pod warunkiem, że również zostanie zabezpieczony. Nie zawsze trzeba go osiatkować w całości, wystarczy zabezpieczyć jakąś część, do której ma dostęp kot. Pomysłów widziałam naprawdę wiele, a i producenci okien coraz chętniej wychodzą z ofertą spełniającą wymagania naszych kotów.



Wypuszczanie kota na dwór

Jak zwykle w takich wypadkach, spotkam się zapewne z dużą liczbą oponentów, moje stanowisko jest jednak niezmienne: kota urodzonego i wychowanego w domu (mieszkaniu) nie wypuszczamy na dwór. Nie mam tu na myśli kontrolowanego wychodzenia na smyczy, jak to robimy w przypadku psów, ale swobodnego, bezstresowego wypuszczania bez dozoru. Moi przyszli nabywcy muszą zaakceptować taki zapis w umowie, ponieważ nie sprzedaję kotów do domów, w których się tej zasady nie przestrzega. Powodów jest kilka.

* Dla kota, który urodził się i wychował w domu, to nasze mieszkanie jest środowiskiem naturalnym. Kot taki do ok. 3-3,5 miesiąca przebywa w hodowli, w okresie, kiedy najwięcej zachowań uczy się od swojej matki. Nie nauczy się więc zasad życia na wolnym powietrzu. Zagrożeniem i rzeczą nieznaną będą dla niego zbyt duże przestrzenie, samochody, a nawet inne, obce, z nieznanych dla niego przyczyn, wrogie koty. Przecież do tej pory było ciepło, przytulnie i swojsko. Cała praca hodowcy, aby oddać w Państwa ręce ufnego kota, idzie na marne, bo tam, na zewnątrz, kot uczy się strachu i tego, że świat może być wrogi, a człowiek niekoniecznie przyjazny. Nie wszyscy lubią koty...

* Kot najzwyczajniej w świecie może, i nie jest to wcale takie rzadkie, zostać ukradziony. Ten argument na szczęście nie wymaga dalszego tłumaczenia, bo ze względu na cenę kota rasowego, bez względu na rasę, najlepiej się broni.

* Większość wypuszczanych wolno kotów prędzej czy później, niestety, ginie pod kołami samochodów. Koci sposób obrony przed napastnikiem, który w pierwszej kolejności każe im się przyczaić, bo może niebezpieczeństwo minie, w tym przypadku jest najczęściej źródłem ich zguby. 

* Choroby, w tym niektóre śmiertelne, jak koci FeLV czy FIV, na które nie ma lekarstwa, a zarażają się nimi koty przy bezpośrednim kontakcie. Proszę mi uwierzyć, nie ma nic straszniejszego od patrzenia na powolne umieranie kogoś, kto stał się już członkiem naszej rodziny, i nie jest tu w niczym pomocna decyzja o eutanazji, skracająca może cierpienia kota, ale na pewno nie kojąca naszego poczucia winy i bezradności.


Rzeczy, które nie zawsze wyglądają groźnie, a jednak...

Dobrze jest popatrzeć na nasz dom z kociej perspektywy, szczególnie z perspektywy małego kociaka. Czy w domu nie ma wąskich przestrzeni, w które kociak może się wcisnąć i zaklinować? Czy ujście kominka jest zamknięte, tak żeby kot nie mógł wspiąć się do komina? Dobrze jest zrobić mały przegląd naszego domu jeszcze przed przyniesieniem kota do domu, tak żebyśmy nie byli zaskoczeni pomysłowością naszego nowego domownika. Poniżej podaję kilka najważniejszych punktów naszego codziennego życia, które pozornie niewinne, mogą stać się zagrożeniem dla naszego kota:

* Toaleta: należy pamiętać, aby zawsze zamykać pokrywę toalety. Kocięta lubią tam zaglądać, a jeśli wpadną głową w dół, mogą się utopić, albo w najlepszym razie poważnie zatruć środkami chemicznymi, których na ogół używamy, aby utrzymać toaletę w czystości.

* Pralki, lodówki, zmywarki, kuchenki - z jakichś powodów koty uwielbiają się w nich chować, trzeba więc bezwzględnie przestrzegać zamykania tych urządzeń, a jeśli z jakichś powodów były otwarte przez jakiś czas, należy bezwzględnie sprawdzić przed zamknięciem, czy nie ma w nich kota... Jeśli domownicy są roztargnieni, można ponaklejać "przypominajki" na drzwiach wszystkich urządzeń, które mogą okazać się dla kota pułapką.

* Chemikalia, środki czystości - dla każdego jest oczywiste, że substancje te powinny być trzymane poza zasięgiem zwierząt. Mniej jednak zwraca się uwagę na to, że jeśli myjemy podłogę środkami chemicznymi, powinniśmy unikać wpuszczania kota na te powierzchnie - kot, wylizując sobie łapy, "zjada" równocześnie wszystkie cudownie-czyszczące substancje. Trudne do zdiagnozowania problemy z układem pokarmowym, nie mówiąc o innych, poważniejszych schorzeniach, mogą mieć swoje źródło w takiego rodzaju podtruwaniu. Ja zrezygnowałam ze stosowania silnych środków, używam jedynie tych, które my sami "zjadamy", czyli płyny do mycia naczyń, i to te ulegające biodegradacji. Podłogi może nie są tak lśniące jak na reklamach, ale nie miałam nigdy problemów jelitowych u swoich kotów. 

* Lekarstwa też bezwzględnie należy trzymać poza zasięgiem kota, szczególnie że niektóre z nich, dla nas zupełnie niewinne, jak polopiryna czy paracetamol, są dla kota silnie toksyczne. 

* Okna - opisane wyżej, więc nie będę się nad nimi rozwodziła, ale dla porządku przypominam o ich odpowiednim zabezpieczeniu. Powtarzam, koty to nie samobójcy, ale impuls w postaci przelatującego blisko ptaka czy choćby zwykłej muchy może okazać się nie do odparcia.

* Torebki foliowe - koty wprost uwielbiają się w nich chować. Nie wiem, czy tak bardzo podoba im się szelest, czy dotyk samego materiału, z którego są zrobione, ale lubią do nich wchodzić, i narażają się w ten sposób na wiele niebezpieczeństw: możemy ich nie zauważyć i na nich usiąść, albo nadepnąć, a największym zagrożeniem, szczególnie w przypadku dużych toreb lub folii, jest możliwość uduszenia. Wiem, ze widok kota wyglądającego z torby jest bardzo zabawny, ale pamiętajmy, żeby nie zostawiać pustych toreb foliowych bądź folii (to drugie znacznie bardziej niebezpieczne!).

* Rośliny. Wiele roślin jest szkodliwych dla kotów, niektóre z nich są wręcz toksyczne i mogą spowodować poważną chorobę, a w skrajnych wypadkach zgon. Koty lubią skubać rośliny, dobrze jest mieć dla nich posianą specjalną trawkę, tak żeby zawsze była dla nich dostępna. Niebezpieczne rośliny to:

  • Lilie i rośliny liliowate
  • Alocasia sp.
  • Aloes
  • Azalia
  • Diffenbachia
  • Dracena, Smokowiec
  • Fikusy
  • Geranium
  • Hortensja
  • Bluszcz pospolity (wiele odmian)
  • Liguster
  • Narcyz
  • Tytoń ozdobny
  • Filodendron
  • Różanecznik, rododendron
  • Czosnek
  • Bukszpan
  • Fiołek alpejski,cyklamen
  • Konwalia majowa
  • Łubin
  • Oleander
  • Pomidor (tylko pnąca część!)
  • Mak
  • Pierwiosnek



Lista tych roślin jest bogatsza, ja podaję jedynie te najczęściej spotykane w naszych domach i ogrodach. Nie znaczy to, że mamy się pozbyć wszystkich naszych kwiatów. Większość z nich, np. rośliny doniczkowe, wystarczy trzymać w miejscu niedostępnym dla kota. Należy jednak pamiętać, że zjedzenie niektórych z tych roślin jest bardzo niebezpieczne (liście roślin liliowatych są szczególnie silnie toksyczne, ich zjedzenie może doprowadzić bardzo szybko do poważnego uszkodzenia nerek, a w konsekwencji nawet niewydolności i śmierci).



Kastracja

Kastracja ciągle postrzegana jest jako zło konieczne, rodzaj okaleczania zwierzęcia. Przeciwnicy kastracji odwołują się do idei wolności, swobodnego korzystania z życia i życia zgodnego z naturą. Nie będę tu używała argumentów o zwiększaniu populacji bezdomnych kotów, bo to najwyraźniej nikogo nie wzrusza. Chciałabym zwrócić uwagę Państwa na inne, może trochę bliższe przeciętnemu człowiekowi aspekty.

Po pierwsze, z chwilą kiedy zwierzę jest pod opieką człowieka, kończy się jego życie "zgodnie z prawami natury". Ludzie wyznający ten pogląd nie powinni swoich kotów wpuszczać do domu, dopieszczać najlepszymi karmami, a jeśli zachorują, pozwolić im zgodnie z naturą wyzdrowieć albo umrzeć. Nie ma czegoś takiego, jak "częściowe życie w zgodzie z naturą", jak nie można być "częściowo w ciąży". Argument ten jest więc z gruntu nieprawdziwy, "szyty na miarę", tak żeby w danym momencie usprawiedliwić nasze zachowanie. Właściciele psów nie powinni w takim razie trzymać swoich pupili w ogrodach, a pozwolić im swobodnie biegać po okolicy, aby zgodnie z naturą mogły kogoś pogonić, obszczekać, czasami może nawet poszarpać za nogawkę. Jesteśmy odpowiedzialni za zwierzę, które zamieszka w naszym domu, i to nasz dom staje się jego naturalnym środowiskiem.

Kastracja nie ogranicza kotu spełniania jakichś potrzeb, po prostu tych potrzeb nie ma. Nie ma utraty przyjemności tam, gdzie nie ma łaknienia. To my, ludzie, pamiętając o przyjemnościach związanych z tą sferą życia, przypisujemy kotu własne poglądy. Kot poglądów nie ma, ma jedynie wysoki poziom testosteronu, jeśli nie jest wykastrowany, bądź estrogenów w przypadku kotki, i musi ten nadmiar jakoś rozładować. Nawet nie wie, czemu to służy, gdyby koty parzyły się z innych powodów, wówczas obserwowalibyśmy to , podobnie jak w ludzkim świecie, o każdej porze roku, ot tak dla przyjemności. Tak jednak nie jest.

 Po drugie, znaczenie. Kocur, który nie jest wykastrowany, ma bardzo silny instynkt terytorialny. Obejmuje sobie jakiś teren w posiadanie, i jego granice oznacza nie tylko moczem, ale również specjalną wydzieliną o zapachu najzwyczajniej w świecie dla ludzkiego nosa ohydnym. Jeśli kot mieszka w mieszkaniu i nie wychodzi na zewnątrz, wówczas właściciele sami bardzo szybko dostrzegają absurdalność argumentu związanego z życiem w zgodzie z naturą i bardzo szybko kota kastrują, ponieważ dla takiego kota granice terytorium to ściany mieszkania. Gorzej przekonać tych, którzy mają koty "wychodzące", ponieważ kot oznacza teren "gdzieś daleko". Mogą to być np. drzwi sąsiada, który nie jest niczemu winien, ale będzie miał codziennie na świeżo "spryskane" schody, albo ulubiony krzew w ogródku, albo piaskownicę dla dziecka. Może to przekona niedowiarków, zwłaszcza że kiedyś ich kot zestarzeje się osłabnie, i nie będzie już miał siły bronić swojego terytorium, więc w ramach rewanżu to do Państwa przyjdzie kot sąsiada, który też chce, żeby jego zwierzę żyło w zgodzie z naturą, i granica jego terytorium może wypaść na Państwa wycieraczce... Oprócz znaczenia, koty walczą o swoje terytoria, i ja osobiście nie zniosłabym widoku poszarpanych uszu i innych ran u mojego kota. Pisze do mnie wiele osób z pytaniami, dlaczego ich kot "śpiewa" w nocy, albo że przestał jeść, wygląda ogólnie nieszczęśliwie i zachowuje się nieswojo. Życiem kota rządzą zapachy, i woń kotek w rui, dobiegająca przez otwarte okna, jest nie do zniesienia. Proszę sobie wyobrazić, panowie (bo to mężczyźni są najczęściej orędownikami pozostawianie kocurowi oprzyrządowania), że macie spędzić całe życie za szybą, za którą przechadzają się ciągle młode, rozebrane, do tego "chętne" kobiety, ale żadna z nich nigdy nie będzie dostępna. Dla kocura oczami jest jego nos, to dlatego tak markotnieje, przestaje jeść, gubi gwałtownie sierść. Niektórzy uważają, że można kota wypuścić, to sobie "poużywa" na jakieś bezdomnej kotce - ale ten typ moralności pozwolę sobie pozostawić bez komentarza. Wspomnę jedynie o chorobach, które kocur może z takiej upojnej randki przynieść, a niektóre z nich, jak "koci AIDS", kończą się dla kota tragicznie. I walki, nieodłączny element kocich godów, nie zapasy, ale prawdziwe bitwy, do krwi nie tylko pierwszej. Jeśli komuś podoba się takie życie z naturą dla jego kota, to gratuluję odporności - ja osobiście bym tego nie zniosła.

Kotki to dokładnie ten sam problem. Nie jest prawdą, że kotki nie znaczą - wiele z nich sika na ściany, sprzęty, drzwi, buty, w okresie rui. Jak sobie pomyślimy, że ruja u kotki może przybrać postać tego, co lekarze określają mianem "rui permanentnej", czyli tydzień rui, 3 dni przerwy, i kolejny tydzień zawodzenia, i tak przez np. dwa miesiące, takie znaczenie zaczyna być poważnym problemem. Kotka w rui jest całkowicie we władzy instynktu, którego nie rozumie, kładzie się więc przed nami z błaganiem w oczach, próbuje zalecać się do naszych butów albo nogi stołowej. Nie wiem, dla kogo może to być zabawne. Przestaje jeść, gubi sierść, wygląda zwyczajnie na chorą, i tak się zapewne czuje. Stałe przekrwienie macicy, które temu towarzyszy, prędzej czy później doprowadza do ropomacicza - to problemy, z którymi hodowcy muszą się często borykać, bo przecież nie można kotek kryć na okrągło. A ropomacicze to rzadko choroba leczona zachowawczo, najczęściej trzeba kotkę operować, czyli usunąć macicę i przydatki tak czy inaczej, co równa się w rezultacie kastracji, tyle że przeprowadzanej już niejednokrotnie w warunkach zagrożenia życia kotki. Nie ma czegoś takiego, jak młode dla zdrowia chociaż raz. Dla zdrowia kotki najlepiej przeprowadzić zabieg kastracji zanim rozpędzi się hormonalna maszyneria. Kotki hodowlane po okresie rozrodu są kastrowane, podobnie jak ich "nakolankowe" koleżanki.

Trzecia sprawa to ta, o której napomknęłam na początku, że nie będę się nad nią rozwodziła, ale jednak do niej wrócę. Chodzi mi o niekontrolowany rozród. Spotkałam się z twierdzeniem, że to problem właścicieli kotek (to jak się dawniej mawiało, że lepiej mieć syna niż córkę, bo syn problem z domu "wynosi", a córka "przynosi", ale myślę, że już nie te czasy, na szczęście). Prawda jest jednak taka, że kocur nie wie, czy kotka jest kastrowana czy nie, i jeśli będzie pod wpływem naprawdę silnego popędu, będzie "atakował" każdą, i "zgwałci" nawet tę wykastrowaną, która wcale na to nie ma ochoty, ale jest z definicji słabsza. Dzieci z tego nie będzie, ale przymuszanie do czegoś, na co się nie ma ochoty, jest chyba marną przyjemnością, zwłaszcza że akt kopulacji jest u kotów aktem bolesnym, stąd zapewne tak silny popęd w okresie rui. I stąd brak zachowań seksualnych, gdy tej rui nie ma. Kocur, który nie będzie wykastrowany, będzie bił i gnębił wszystko co jest kotopodobne w okolicy, nawet wykastrowanego kota sąsiada, który niczemu nie jest winny i w niczym mu nie zagraża. Proszę sobie to przemyśleć, i postawić się w sytuacji, w której to Państwa np. stary już kot jest systematycznie bity przez "młodego boga" który właśnie zamieszkał w domu obok. Takie swobodne zachowanie nie jest tolerowane w przypadku psów, nie dlatego że one nie zasługują na życie "w zgodzie z naturą", ale po prostu dlatego, że się ich boimy, bo mogą zrobić nam krzywdę, co nie grozi nam w przypadku kotów. Nikt też nie oponuje przeciwko kastrowaniu koni - konie mają nam przecież służyć, a nie wyrywać się do klaczy. Ciekawe, że one nie muszą żyć w zgodzie z naturą. Ale niech ta prawda, może nie najprzyjemniejsza, uświadomi nam, jak łatwo dorabiamy sobie ideologię do różnych trudnych spraw.

Na szczęście właściciele kotek szybciej rozumieją problem, bo kotka do domu wróci i tam, zgodnie z naturą, urodzi kocięta, ale to już jest pewien kłopot dla właściciela, o czym wie każdy, komu się taki prezent przytrafił. Wielu właścicieli ucieka w podawanie kotkom hormonów, ale ja przestrzegałabym przed tym, bo podawanie hormonów bardzo silnie wywraca gospodarkę hormonalną i metabolizm samej kotki, co najczęściej kończy się podobnie jak stałe, utrzymujące się długo ruje, czyli ropomaciczem, a wtedy operacja (równoznaczna z kastracją tak czy inaczej), niekiedy, niestety, śmierć. Oczywiście odezwie się tu wiele osób, które stosowały u swoich kotek hormony i nic się nie stało, ale to jest tak, jakbyśmy mówili, że papierosy nie szkodzą, bo znamy osoby, które je palą i żyją.

Kastracja jest jedynym sposobem na szczęśliwego, zadowolonego i spokojnego kota, i na spokojne, kulturalne i bezkonfliktowe życie z naszymi sąsiadami. Oni w końcu też zasługują na trochę uwagi.

Więcej na temat samego zabiegu, terminu przeprowadzenia tutaj >>>>>>>>

__________________________________________________________________
                                       Opracowanie: Dorota Szadurska